Stosunkowo często zdarza mi się spotkać z przekonaniem o tzw. „ujemnych kaloriach”. Chodzi o to, że istnieją rzekomo takie produkty, które wymagają na tyle wysokich nakładów energii związanych z ich strawieniem, czy wchłonięciem, że w konsekwencji kalorie wydatkowane w wyniku wspomnianych procesów przekraczają kaloryczność własną konsumowanego pokarmu. Prezentując to w formie zmyślonego przykładu na rzecz przystępniejszego objaśnienia:

  • Produkt X ma 10 kcal
  • Na procesy trawienia, wchłaniania, „ogrzewania” produktu X wydatkujemy 12 kcal
  • 10 kcal – 12 kcal = -2 kcal
  • Właśnie dostarczyliśmy ujemne kalorie.

Czy przytoczona hipoteza ma jednak racje bytu?

Do najczęściej przytaczanych produktów, które rzekomo dostarczają „ujemnych kalorii” zalicza się niskokaloryczne warzywa. W obiegowych przekonaniach zdecydowanie kultowym przykładem jest seler (skądinąd nie wiem czemu). Wspomina się również o lodach, czy zimnej wodzie.

Czy seler to faktycznie „ujemne kalorie”?

Co zaskakujące, są w tym zakresie dane naukowe [1]. W 2012 roku opublikowane badanie, do którego zaproszono 15 zdrowych kobiet, którym po nocnym poście oceniono spoczynkową przemianę materii (SPM) za pomocą kalorymetrii pośredniej. Następnie podano im 100 gramów selera (co odpowiada 16 kcal) i w ciągu następnych 180 minut regularnie mierzono wzrost wydatków na energię. W trakcie badania kobiety odpoczywały, ale nie spały. Co się okazało? Aż 86% kcal z selera zostało „przepalone”.  Z przyjętego selera zostało więc netto 2,24 kcal.

Wyniki eksperymentu są zdecydowanie intrygujące, lecz to nadal nie są „ujemne kalorie”. Seler można uznać za ciekawy produkt, który może się pojawić w diecie odchudzającej, lecz nie jest pokarmem dostarczającym „ujemnych kalorii”. Termiczny efekt selery okazał się jednak bardzo wysoki. Aby nie popaść w hurraoptymizm, należy podkreślić, że w ciągu dnia spożywamy rozmaitą żywność i realny udział energii wydatkowanej na termiczny efekt pożywienia to około 5 do 15% [2].

Każdy ze składników odżywczych posiada różną procentową ilość energii konieczną do jego metabolizowania. Wartości te minimalnie różnią się od siebie (w zależności od opracowania), lecz ogólnie przyjmuje się:

  • Węglowodany 5-10%
  • Tłuszcz 0-3%
  • Białko 20-30%
  • Alkohol 10-30%

A co z zimnymi produktami?

Choć koncepcja, że chłodne pokarmy muszą zostać ogrzane, co pozwoli na spalenie dodatkowych kalorii jest nawet logiczna, to niestety okazuje się bardzo iluzoryczna. „Ogrzanie” pokarmu nie jest procesem wybitnie energochłonnym i przeważnie pochłonie kilka kilokalorii. Lody natomiast są produktem wysokoenergetycznym, stąd przekonanie o ujemnych kaloriach pochodzących z lodów jest kompletną bzdurą.

Jak jednak wspomniałem – „ogrzanie” pokarmu pochłonie kilka dodatkowych kilokalorii. Jeżeli sięgniemy więc po bezkaloryczne lub bardzo niskoenergetyczne produkty, to przeświadczenie o „ujemnych kaloriach” może okazać się prawdą. Jedząc kostki lodu, pijąc zimną wodę lub bezkaloryczne/niskoenergetyczne płyny słodzone np. sztucznym słodzikiem, rzeczywiście może się okazać, że netto „jesteśmy z energią na minusie”.

Zanim jednak ktoś zacznie się obżerać kostkami lodu, pragnę podkreślić, że ilość energii jaką jesteśmy w stanie „zaoszczędzić” jest śmiesznie mała i praktycznie nieistotna.

Podsumowując – niestety nie istnieją pokarmy, które dostarczałyby „ujemnych kalorii”. Z perspektywy jednak zimnych, bezkalorycznych napoi w omawianym twierdzeniu jest ziarnko prawdy, lecz wartość tego zjawiska jest zdecydowanie znikoma w ujęciu praktycznym 🙂

Referencje:

1. Clegg M.E., Cooper C. Exploring the myth: Does eating celery result in a negative energy balance? Proceedings of the Nutrition Society; 2012, 71

2. Westerterp K.R. Diet induced thermogenesis. Nutr Metab; 2004 Aug 18;1(1):5.

Share This