Zaznacz stronę

Niestety dietetyka, w przeciwieństwie do fizyki kwantowej, czy inżynierii mechanicznej jest dziedziną wiedzy, w której głos zabiera prawie każdy. Z jednej strony wynika to z tego, że temat żywienia w mniejszym lub większym stopniu dotyczy każdego z nas, natomiast z drugiej jest po prostu zagadnieniem modnym i odżywianie się w sposób zdrowy (choć pojęcie zdrowy nie do końca jest sprecyzowane) bywa ostatnimi czasy wybitnie popularne. Choć nie ma w tym nic złego, a wręcz przeciwnie może nieść za sobą wiele korzyści na tle zdrowotnym, to kluczowym jest tu dobór źródeł wiedzy. Niestety przeważnie nie są to publikacje naukowe (co z jednej strony rozumiem), lecz obiegowe źródła wiedzy, które w sposób atrakcyjny i kontrowersyjny, acz nienaukowy przekazują najrozmaitsze twierdzenia w obszarze żywienia. Najbardziej problematyczne jest jednak to, że podążanie za przekonaniami a nie faktami, może skończyć się niepotrzebnym wydaniem pieniędzy, a nawet potencjalnym uszczerbkiem na zdrowiu. Stąd umiejętność odsiania obiegowych przeświadczeń od dietetyki opartej na dowodach i zorientowanie się kiedy dana informacja jest raczej pokroju Science-fiction, może pozwolić na uniknięcie naprawdę wielu błędów. 



Media



Niestety informacje aby się sprzedały przeważnie są prezentowane w sposób wzbudzający zainteresowanie i kontrowersje. Taktycznie sformułowane zdania, pogrubione czcionki, wywrotne twierdzenia, czy sposób przekazu to tylko niektóre ze stosowanych praktyk.

Nierzadko nawet dane wywodzące się z badań naukowych są poddawane marketingowej obróbce co istotnie zmienia ich wydźwięk, ale i sens. Niekiedy wyniki badań przeprowadzonych na modelu zwierzęcym, czy nawet in vitro przekładane są w sposób bezpośredni na człowieka, co jest kompletnie nienaukowe i może prowadzić do za daleko idących wniosków. Różnice w metabolizmie przykładowo między gryzoniami a ludźmi mogą być dość znaczące.

Nierzadko internetowi „eksperci” wypowiadają się na pewne tematy w sposób bardzo pewny siebie, gdzie tymczasem w środowisku naukowym panuje powszechna niewiedza i sceptycyzm. Takim kultowym przykładem są tutaj jelita. Nasz aktualny stan wiedzy na temat mikrobioty jest wybitnie, ale to wybitnie mały. W Internecie można jednak już spotkać zalecenia co do suplementacji całej gamy probiotyków, które rzekomo maja wepsrzeć nasze zdrowie na bardzo wielu płaszczyznach…



Korelacja a przyczynowość



Niestety jednym z najbardziej rażących błędów przynajmniej w moim mniemaniu popełnianych w dietetyce (i w sumie nie tylko) jest nagminne mylenie korelacji ze zwiazkiem przyczynowo skutkowym.

Zaprezentuję wam mój ulubiony przykład

Pewien badacz kiedyś stwierdził, że jedzenie czekolady może polepszyć nasze funkcje poznawcze, poprawić pamięć i co ciekawe pozwolić na zdobywanie więcej nagród nobla [1]. Jak się okazało, udało mu się to wykazać. Badacz zestawił spożycie czekolady w kilogramach na osobę w każdym kraju z liczbą laureatów nagrody nobla w danym kraju podzieloną przez 10 milionów. Wyniki prezentują się następująco:

Ale zanim ruszycie do sklepu po czekoladę pokaże jeszcze kilka przykładów.

Konsumpcja wołowiny na osobę w USA koreluje z liczbą zgonów spowodowanych przez piorun [2].

 

Natomiast spożycie sera w przeliczeniu na jednego mieszkańca stanów zjednoczonych koreluje z liczbą zgonów w wyniku upadku ze schodów [3].

 

Koreluje, no właśnie. Korelacja to jedynie współwystępowanie. Nie ma przyczynowości bez korelacji, ale korelacja nie oznacza jeszcze, że zaistniał związek przyczynowy. Wspomniane przeze mnie przykłady są abstrakcyjne, ale omawiany błąd spotkać możemy na co dzień. Odnosząc się do badań naukowych to przykładowo badania obserwacyjne czyli te na dużej populacji mogą wykazać pewien związek, ale niekoniecznie przyczynowość. A o tym dość często się zapomina bazując na takich pracach.

A odwołując się do przykładu z życia, jeśli jakaś pani zaczęła pić wodę alkaliczna i schudła, to nie dlatego, że Piła wodę alkaliczna, ale dlatego ze jadła mniej kalorii co mogło wynikać z wyższego spożycia płynów. Przy okazji o wodzie alkalicznej jest wpis – LINK


Fizjologia człowieka

Znajomość fizjologii człowieka można traktować jako swego rodzaju podstawę, która niekiedy pozwoli na odróżnienie fikcji od faktów. Przykładowo wiedząc, iż tłuszcz nie spala się beztlenowo, nikt nam nie wmówi, że w sportach o charakterze beztlenowym lepiej sprawdzi się dieta wysokotłuszczowa.

Należy niemniej podkreślić, że warto zachować zdrowy rozsądek i w żadnym wypadku nie wysuwać twierdzeń w oparciu o samą ludzką fizjologie. Dopóki dana kwestia nie zostanie zbadana w dobrze zaprojektowanym, a najlepiej w dobrze zaprojektowanych badaniach naukowych z udziałem ludzi to zdecydowanie zachowałbym sceptycyzm, bo można dojść do naprawdę śmiałych i absurdalnych wniosków.

Przykładowo takich, że tyje się od węglowodanów. No cóż w zależności od tego, która stronę od biochemii otworzymy, możemy przeczytać, że insulina hamuje lipolize i przyspiesza lipogeneze albo, że jest ona hormonem silnie tłumiącym apetyt. Dopóki nie zostanie to sprawdzone eksperymentalnie, nie wiemy który czynnik przeważy i co więcej może się okazać, że nie ma to praktycznie w ogóle znaczenia bo umyka nam aspekt fundamentalny, którym w tym przypadku jest bilans energetyczny.

 

Dowód anegdotyczny

 

To w sumie mój ulubiony. Jednym z najbardziej popularnych argumentów w internetowych dyskusjach jest uwaga cytuje “To musi być prawda, na mnie działa”

To, że kogoś babcia paliła papierosy prawie całe życia i dożyła setki to nie znaczy, że palenie nie szkodzi. Wysuwając taki wniosek pomijamy cały szereg innych ważnych faktów. To, że coś przytrafia się komuś nie jest wystarczające by móc uogólnić ten wniosek na resztę populacji. Taka próbka nie jest po prostu reprezentatywna. Mój ukochany przykład z dietetyki: cytuje „ja jem 70 jajek tygodniowo i mam wszystkie wyniki w normie”…

Dowód anegdotyczny w merytorycznych dyskusjach nie ma zbytniej wartości.

 

Dlaczego bazowanie na dowodach naukowych to nie „tylko teoria”?

 

Przejdźmy do stwierdzenia „Bazowanie na dowodach naukowych to przecież tylko teoria”… Wspomniane przekonanie jest bardzo iluzoryczne, a opieranie się na opiniach „praktyków” może nieść za sobą opłakane skutki. Bycie praktykiem nie oznacza bycia ekspertem. Pani, która schudła na diecie sokowej – będzie uznawała ją za najlepszą i zgodzi się z twierdzeniem, iż dieta sokowa jest najskuteczniejsza w kontekście redukcji tłuszczu zapasowego. Czy rzeczywiście tak jest?

Co więcej – badania naukowe to praktyka, lecz w ściśle określonych, kontrolowanych warunkach, co pozwala nam zanotować i zwrócić uwagę za zaistniałe okoliczności.

Gdy jednak już bazujemy na dowodach, kluczowym jest umiejętność oceny źródeł. Ostatnimi czasy dość powszechnym jest przytaczanie badań naukowych w sposób tendencyjny i niefachowy gdy tylko w jakikolwiek sposób potwierdzają głoszoną przez jednostkę tezę. Takie postępowanie (prócz posiadania już własnej nazwy – cherry picking) wprowadza nie lada zamieszanie, które kończy się popularnym przekonaniem, iż „badania sobie przeczą i raz mówią tak, a raz inaczej” co jest totalną bzdurą.

Umiejętność czytania prac naukowych, zwracając uwagę m.in. na zastosowaną metodologię, czas trwania, grupę badanych, metody pomiarów, renomę czasopisma, konflikt interesów, czy porównanie z innymi publikacjami pozwala na potencjalnie rzetelne zrozumienie pozycji, lecz nierzadko dalej w sposób niekompletny.

Podsumowanie

W dobie tak wysokiej dezinformacji, naprawdę warto pozostać sceptykiem. Każdą wywrotną informacje dokładnie weryfikować i podążać za nauką a nie kolegą, który mówi na mnie działa.

Referencje

 

1. Messerli FH. Chocolate Consumption, Cognitive Function, and Nobel Laureates. The New England Journal of Medicine October 10, 2012

2. http://tylervigen.com/view_correlation?id=1476

3. http://tylervigen.com/view_correlation?id=343

Share This